czwartek, 11 października 2018

Wena

Wena chodziła za mną już od miesiąca, ale nie mogła zgrać się z Czasem. Wczoraj się udało i ukleiłam kilka karteczek. Śliczne kwiatowe papierki przyjechały do mnie z Niemiec (dziękuję Iwonko). Karteczki proste, kolorowe i radosne jak pejzaż za oknem. Pomysły z Pinteresta, bez którego nie umiem już funkcjonować.






poniedziałek, 8 października 2018

Pora wrócić

Trochę trwało, zanim ogarnęłam powakacyjną rzeczywistość. Wiele obowiązków zawodowych, domowych i rodzinnych skutecznie uniemożliwiało mi oddanie się ulubionym zajęciom. Oczywiście robiłam z doskoku jakieś pojedyncze prace, ale były one w większości "na wczoraj" i nie zdążyłam ich sfotografować. W weekendy trafiły się jakieś wyjazdy na borówki, na grzyby, na ognisko do znajomych, przyjazdy dzieci, do tego zbiory owoców (wyjątkowo obfite). A dzień coraz krótszy i ogólny brak motywacji do tworzenia.
W końcu jednak obiecane zaproszenia na osiemnastkę musiały się zmaterializować i oto są. Jubilatka nie życzyła sobie za wiele ozdób. Papier w łezki symbolizuje lekki żal za odchodzącym dzieciństwem. Myślę, że spełniłam jej oczekiwania. Dowiem się jutro.



sobota, 11 sierpnia 2018

Plony i przetwory

Miałam plan dokumentować tegoroczne zbiory i przetwory. Ale jak to z planami bywa nie zawsze dadzą się zrealizować. Wszystko w tym roku szybko dojrzewa i w dużych ilościach, więc nie miałam głowy, żeby wszystko fotografować i opisywać. Jednak pozazdrościłam trochę Gorzkiej Jagodzie (klik) i też chcę pokazać choć odrobinę moich poczynań. Na pierwszy rzut piękne pomidory, które wyszły spod ręki mojego męża. Powstaje z nich sok pomidorowy na zimę. Część z nich wymieniamy na inne skarby, część zaś pożeramy w postaci sałatek z cebulą i oliwą. W garze zaś pomalutku pyka dżemik brzoskwiniowy. Ma piękny miedziany kolor i niezwykły aromat. W tym roku nie było wiele owoców, za to te, które dojrzały były ogromne, soczyste i słodkie. Nie dało się wszystkich zjeść na surowo, więc trzeba było je zagospodarować.
Cukinie z dodatkiem przecieru stoją w słoiczkach w postaci ketchupu, a ogórki w ilości ok. 60 kilogramów przetworzyłam na kiszone, konserwowe, miodowe, meksykańskie i przecier na zupę. W piwnicy czeka papryka, którą przerobię na pastę (coś w rodzaju bałkańskiego ajwaru). Dojrzewają  jeszcze gruszki, dynie, warzywa okopowe, więc piosenka tak szybko się nie skończy. Wszystko byłoby w porządku, gdybym robiła przetwory dla nas. Jednak dzieci (wraz z drugimi połówkami) domagają się ogóreczków, dżemików i soczków. A ja - dobra mama zaopatruję je w smakołyki, bo w dużych miastach to tylko chemiczne jedzenie.
Poza tym moje dżemy i ketchupy zwąchały koleżanki z pracy i też proszą. Nie bardzo mogę odmówić koleżance po chemioterapii, czy zapracowanej polonistce. Mąż się śmieje, że chociaż za wodę się zwróci, bo w tym roku ogród wymagał obfitego podlewania (w przeciwieństwie do ubiegłego, kiedy to ciągle lało).
Pozdrawiam wszystkie skrzętne gosposie, który zamykają skarby do słoiczków i zamrażarek.




piątek, 20 lipca 2018

Połowa pracowni

Dziś w przerwie między ogórkami i cukinią kilka słów i zdjęć z mojej nowej pracowni. Chyba pół roku zajęło mi zrywanie tapet, malowanie (mąż), malowanie starych mebli, przenoszenie, układanie ...itp. Przecież oprócz tego absorbowały mnie codzienne obowiązki. Ale już jest. Dlaczego połowa? Bo obiecałam sobie, że nie zajmę całego pokoju swoimi skarbami. W drugiej części stanie zwyczajna kanapa i stolik - miejsce dla gości (głównie dzieci ).
Na początek wizytówka wykonana przez moją przyjaciółkę z Niemiec, kolorystycznie zgrana z resztą przedmiotów. Następne zdjęcia to blat (razem ok. 5 metrów powierzchni roboczej!), regał z przydasiami, wnękowa szafa, która została wykonana na potrzeby poprzedniej właścicielki (tzn. córki), a która bardzo się przydaje. Część nie lustrzaną okleję w najbliższym czasie tapetą, bo ta okleina mi się nie podoba. Na koniec zbliżenie półki z samymi scrapowymi papierami - pół metra 30 centymetrowych arkuszy plus bloczki o różnych wymiarach. Teraz muszę intensywnie działać, aby zużyć część tych skarbów. W międzyczasie dokupuję nowe (choć obiecuję sobie, że nigdy więcej...). Ale producenci dobrze nas znają i wciąż opracowują piękniejsze wzory.
Mąż pozawiesza mi jeszcze półki nad blatem, ja zawieszę firanki i mogę nie wychodzić stamtąd pół roku 😊.







poniedziałek, 9 lipca 2018

Jestem!

Sporo czasu upłynęło od ostatniego wpisu. Moje usprawiedliwienie to brak czasu. Każdy chyba miewa podobnie. Najpierw była końcówka roku szkolnego i szalony czas rad, zakończeń, dokumentów i porządków. Zaraz po zakończeniu roku szkolnego niedługa ale bardzo sympatyczna wycieczka Brno - Wiedeń - Budapeszt. Po powrocie i krótkim odpoczynku - przetwory. Wszystko tego lata dojrzewa jednocześnie: wiśnie, maliny, porzeczki, ogórki, wczesne jabłka. Trzeba to zagospodarować, więc pracuję w pocie czoła i wszystkie te skarby zamykam do słoiczków lub mrożę. W sobotę byliśmy rodzinnie na jagodach. efekt - 13 litrów. Mimo suszy owców jest bardzo dużo i planujemy jeszcze jeden wypad. a na razie przerabiam bieżący plon.
Nie mam mowy o moich ukochanych papierkach i porządkach w nowej pracowni. A tak niewiele brakuje do końca. Wszystko już przeniosłam, muszę tylko poukładać. Ale ten tydzień zdominują zapewne ogórki
i jabłka (będą pyszne soki i musztarda jabłkowa). W przerwach planuję odrobić zaległości towarzyskie. Może uda się spędzić jakieś popołudnie z mężem w plenerze.
I jeszcze migawki z ostatnich wydarzeń.

























niedziela, 27 maja 2018

Dzień Ciotki

Miałam w życiu szczęście do Cioć. Były blisko mnie, wspierały, gdy nie mogła wspierać mnie mama, bo sama potrzebowała pomocy, śmiały się ze mną i płakały. Mogłam sobie u nich pomieszkiwać, gdy za mocno dokuczał mi brat i korzystać z ich dobroci. Tak się złożyło, że i ze strony mamy i ze strony taty byłam najmłodszą siostrzenicą/bratanicą a także w dalszej rodzinie. Jest to bardzo korzystne stanowisko, bo miałam już ciocie tylko dla siebie. Wśród tych cioć jest też przyszywana - przyjaciółka mamy ze studiów. Jest też poważna Pani Inżynier Chemik i nieżyjąca już zwykła ciocia-gospodyni domowa. O jednej z nich udało mi się napisać wiersz, kiedy już jej zabrakło a strata była dotkliwa.
Ponieważ nie znalazłam w kalendarzu Dnia Ciotki postanowiłam ogłosić dzień dzisiejszy ich świętem.
Składam zatem wszystkim Ciociom najpiękniejsze wiosenne życzenie pachnące bzem i akacją, dzwoniące wieczornym słowikiem i szeleszczące ciepłym deszczem.
A to mój wspomniany już wiersz. pewnie niedoskonały w swojej formie ale płynący z potrzeby serca.




Ciotka Jadwiga

Pochyliłaś się nad mym smutkiem
 Kochana Dobra Ciotko
Słodziłaś wszelkie łzy malutkie
Zaczarowaną szarlotką.

Uczyłaś cudnych ściegów cierpliwie
I całowałaś paluszki
Gdy igła zbłądziła zdradliwie
Z haftu różowej poduszki.

Z nieskończonego ogrodu
Znosiłaś owoców rubiny
By czas szarego chłodu
Zamienić w słodkie godziny.

Już troska i praca od rana
Wreszcie codzienna nie goni
Wejdź do radości Pana
Ciotko z sercem na dłoni.



sobota, 26 maja 2018

Życzenia

A dziś najpiękniejszy wiersz dla mamy jaki znam autorstwa Tadeusza Kubiaka



Popatrz, mamo, majowe bzy
i wiosenna, słyszysz, piosenka ?
Deszcz majowy ciepły jak łzy
i wiosenny pąk, który pęka.

Piękny, mamo, ogród i sad.
Piękne kwiaty w twoim ogródku.
Kocham ciebie, ty kochasz świat.
To obroni wszystkich od smutków.

Ty nam w serca nasypiesz gwiazd,
a te gwiazdy są tak gorące.
Jesteś skrzydłem z rodzinnych gwiazd
jesteś życia naszego słońcem